Homilia bp. Jerzego Mazura, biskupa ełckiego wygłoszona w dniu pogrzebu śp. ks. Józefa Kąckiego CRL

Homilia pogrzebowa  śp. Ks. Józefa Kąckiego – 10.11.2020r.

Rz 14, 7-9. 10b-12;  J 6, 51-58

1.Słynny pisarz Archibald Joseph Cronin odwiedził pewnego razu czternastowieczny konwent św. Dominika blisko Fiesole i podziwiał w nim wspaniałe dzieła sztuki. W pewnym momencie jego uwagę przyciągnął stary ogrodnik, który z delikatnością pielił rośliny w ogrodzie. Pisarz widząc jego pogodną twarz, zapytał go o tajemnice radości. Ogrodnik odpowiedział: „Patrzę, jak wyrastają najpierw listki, później pojawiają się pierwsze pąki kwiatowe, wreszcie owoc … Wtedy czuję, że Bóg jest tutaj, jest blisko i jestem gotów na spotkanie z Nim”.

Człowiek wierzący wie, że Tym, który powołał świat do istnienia jest Bóg. On jest Ojcem wszystkiego, co żyje, On troszczy się i opiekuje nami wszystkimi. Należymy do Boga w życiu i po śmierci.

Uczestnicząc w dzisiejszej uroczystości pogrzebowej śp. Ks. Józefa Kąckiego, który przeżył ponad 100 lat, przez 75 lat gorliwie pełnił posługę kapłańską i zawsze był pogodny, radosny, zatroskany o sprawy Boże i Kościoła. Kiedy z okazji jego Jubileuszu 100 lecie urodzin zapytałem go o tajemnicę jego radości. Tak odpowiedział 11 marca na moje pytanie jakby streścił swoje życie w jednej maksymie. Powiedział: Służę Bogu i Ojczyźnie za wstawiennictwem Maryi. Wypraszam Boże Miłosierdzie dla siebie, Ojczyzny i całego świata. Tak, w jego życiu była wiara szczera, miłość otwarta i niezachwiana nadzieja.

Kościół w czasie pogrzebu odnawia w nas wiarę w życie wieczne, w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i nasze zmartwychwstanie. Kościół ukazuje nam jak słyszeliśmy w czytaniu, że „nikt nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeśli zaś żyjemy, żyjemy dla Pana; jeśli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu i w śmierci należymy do Pana”. Te słowa dodają nam nadziei i napełniają nasze serca pokojem. Należeć do Pana – to jest piękno chrześcijaństwa, ale też ogromny trud. Śp. Kapłan Józef należał do Pana i z tego był dumny. Jego wierne życie było służbą Bogu i ludziom. On wierzył w Chrystusa i zawierzał siebie Jemu, bo pragnął życia wiecznego.

Jesteśmy na Mszy św. i słyszymy słowa pocieszenia, które płyną nie od człowieka, ale płyną od Boga. Jezus mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25).

Dzisiaj, stojąc nad trumną śp. Ks. Józefa powtarzamy za Chrystusem: „Księże Józefie będziesz żył, bo wierzyłeś w Chrystusa” i często wypowiadałeś słowa: „Jezu ufam Tobie”.  Ufałeś Bogu i wierzyłeś w słowa Jezusa: „kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”.

2.Uczestnicząc w dzisiejszej uroczystości pogrzebowej wsłuchujemy się w jego życiorys, wspominamy nasze spotkania z nim, wsłuchujemy się w świadectwa ludzi, którzy z nim się spotykali, których on wprowadzał do Kościoła poprzez chrzest święty, którzy słuchali jego homilii, kazań, słuchali jego katechez, korzystali z jego posługi sakramentalnej szczególnie sakramentu pokuty i Eucharystii, którzy doświadczali jego miłości miłosiernej, dobrych rad. On nam dzisiaj także mówi: „Bóg istnieje i warto Mu siebie zawierzyć”.

Popatrzmy na drogę, którą przeszedł śp. ks. Józef, na jego drogę do świętości. W rodzinie Kąckich radość wielka z przyjścia chłopca na świat 11.III.1920 r. w Trzcianie k. Bochni a ochrzczonego 14.III.1920 w kościele parafialnym pw. Św. Małgorzaty w Trzcianie. To w tym dniu, w czasie chrztu świętego, kiedy to małe dziecko stało się dzieckiem Bożym, uczniem Jezusa stając się członkiem Kościoła Chrystusowego Bóg obdarzył małego Józia powołaniem do świętości. I to powołanie do świętości realizował przez ponad 100 lat do dnia 7 listopada 2020 roku. W tych pierwszych latach rodzice mama Wiktoria i ojciec Piotr przekazywali wiarę, uczyli pacierza, ukazywali Boga i pomagali wzrastać na drodze do świętości. Wzrastał w gronie braci i sióstr Franciszka, Jana Jakuba, Stanisława, Marii, Kazimierza i Sebastiana.

Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczął w 1932 roku niższe seminarium u Kanoników Regularnych w Krakowie, które ukończył w 1939 roku zdając maturę i podjął decyzję wstąpienia do zakonu Kanoników Regularnych w Krakowie. Zostawił wszystko czyli sieci dotychczasowego życia i poszedł za głosem Pana. Były to trudne czasy na studiowanie filozofii i teologii, bo był to czas wojny. Święcenia kapłańskie otrzymał 8 lipca 1945 roku. Przez rok kontynuował studia z zakresu katechizacji na UJ w Krakowie.

Natomiast od 6 stycznia 1946 roku kontynuował drogę do świętości w Ełku jako katecheta, wikariusz do 31 sierpnia 1957 roku.  Pełniąc posługę kapłańską dojeżdżał do Kalinowa, Prawdzisk, Pisanicy, Wiśniowa, Wieliczek, Prostek,  Grabnika. To za jego staraniem kościoły w tych miejscowościach, które były kościołami protestanckimi przyjęły za Patronkę Matkę Bożą. Tak w rozmowie często wspominał, że zawierzał wiernych Matce Bożej i powstawały parafie pod Jej wezwaniem.

W kolejne lata od 1957 do września 1963 pracował jako proboszcz i przeor w Gietrzwałdzie. Tam też był współorganizatorem diecezjalnego ośrodka kształcenia katechetek i pełnił różne zadania także i remontowe. Oprócz posługi kapłańskiej, prac remontowych musiał walczyć z ówczesnymi władzami, które go posądzały o „szkodliwą dla Państwa działalność”.

I na nowo wrócił do Ełku i Stradun 27 kwietnia 1964 roku  i tak do 7 listopada 2020 roku. Ostatnie dni przeżywał w Domu Seniora w Ełku.

W Stradunach zamieszkał w domu prywatnym i razem z wiernymi organizuje parafię, buduje plebanię (1970), restauruje kościół, organizuje katechizację i ewangelizację.

To tutaj na ziemi ełckiej, na Mazurach wypływał na głębię i nie bał się trudności, nie dawał się zastraszyć władzom komunistycznym, bo zawierzył Bogu i Matce Najświętszej swoje życie i swoją posługę. Wypływał na głębię, by łowić ludzkie serca i nie przeszkadzał mu wiek.

W te ostatnie lata a szczególnie w tym jubileuszowym roku nie patrzyliśmy na niego jako na 100 letniego staruszka, dziadka. Ale patrzyliśmy na niego jako na świadka wiary, nadziei i miłości. Kard. Sarach tak powiedział: „Starsi zapewniają nam przekaz. To oni są naszymi archiwami, bibliotekami i strażnikami naszych tradycji. Bez nich narody stają się sierotami: bez przynależności, bez korzeni, bez pamięci, bez historii, bez kultury, bez tradycji. Jeśli nie otaczamy czcią naszych starców, nie będziemy umieli kochać naszych ojczyzn. To Ojczyzna zapewnia nam tożsamość”.

Chrystus powierzył jemu  głoszenie Ewangelii i dał władzę uświęcania świata i czynienia ludzkich serc poddanymi Bogu. Bóg obdarzył go władzą odpuszczania grzechów, celebrowania Eucharystii i bycia szafarzem sakramentów.  On poprzez tę swoją posługę, a także i napominania pomagał innym na drodze uświęcania.

3.Wpatrując się w trumnę, w której spoczywają doczesne szczątki śp. Kapłana Józefa myślimy o śmierci. Ale wpatrując się w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego to wyznajemy, że On jest prawdziwą naszą nadzieją, że tak jak On zmartwychwstał, tak i my zmartwychwstaniemy. Dla człowieka wierzącego śmierć jest kluczem do życia, życia z Bogiem w Jego Królestwie.

Stara żydowska mądrość głosi: „Gdy człowiek się rodzi, ma zamknięte pięści, jak gdyby chciał powiedzieć: Ja zdobędę świat. Gdy człowiek umiera, jego dłonie są otwarte, jak gdyby chciał wyznać: Niczego nie zatrzymałem. Wszystko należy do Ciebie, Boże.”

Taką postawę otwartych rąk przez całe życie miał śp. Kapłan Józef, bo ufał Bogu i Matce Najświętszej. I dlatego dzisiaj za św. Teresą od Dzieciątka Jezus może powiedzieć: „To nie śmierć bierze mnie w swe ramiona, lecz sam Bóg”.

4.Dla ludzi wierzących śmierć to pełne nadziei przejście do domu Ojca w niebie, to przejście do pełnego życia, życia w Bożym Królestwie! Tego uczy nas sam Jezus Chrystus, który za nas umarł na krzyżu i zmartwychwstał. Jezus mówi: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb będzie żył na wieki”. „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne” – „trwa we mnie a Ja w nim”.

Śp. kapłan Józef przez 75 lat wypowiadał słowa: „To jest Ciało moje.. To jest Krew moja…. Wypowiadał in persona Christi. On karmił się Ciałem i Krwią Chrystusa, trwał na adoracji przed Najświętszym Sakramentem a także przez te lata zachęcał swoim donośnym głosem wiernych do uczestniczenia w Eucharystii i przyjmowania Komunii św. On zachęcał by wierni na Mszy św. oddawali Jezusowi wszystkie swoje problemy, radości i cierpienia, by pozwalali Chrystusowi, ażeby Jego miłość uzdrawiała i przemieniała serca i umysły. On prowadził powierzonych przez Boga ludzi na spotkanie z Chrystusem, pomagał wam wszystkim osiągnąć życie wieczne, świętość, bo to najważniejszy cel naszego życia.

5.Kapłan powinien być jak drzewo z łamiącymi się pod ciężarem owoców gałęziami. Każdy ma prawo, aby przyjść, spocząć w jego cieniu i posilić się.
Kapłan powinien być jak głęboka studnia, z której można zaczerpnąć świeżej i chłodnej wody. Każdy ma prawo gasić dzięki niemu swe pragnienie.
Kapłan powinien być jak bochen chleba położony na stole. Każdy głodny może wtedy przyjść, ułamać tyle, ile potrzebuje, i posilić się.
Każdy kapłan powinien być jak mocny, stary dąb, który jest od zawsze Boży daje poczucie pewności swym wytrwaniem.
Kapłan powinien być jak ojciec. Miłosierny i przejrzysty w tym, jak żyje. Stały w wyborach. Pewny w przekonaniach.

Patrząc na życie kapłańskie  śp. Kapłana Józefa to możemy powiedzieć, że był jak to drzewo, jak głęboka studnia, bochen chleba, mocny, stary dąb i jak ojciec.
Odszedł do Domu Ojca w I Sobotę miesiąca, w dzień poświęcony Niepokalanemu Sercu Maryi. On był kapłanem maryjnym.
Czego on dzisiaj od nas oczekuje? Modlitwy, ofiarowania Mszy św. Komunii św., ofiarowania odpustu zupełnego w Jego intencji. Wołajmy: Dobry Jezu a nasz Panie……