Homilia bp. Jerzego Mazura – pogrzeb śp. o. Józef Węcławika SVD – 10.07.2020r.

Homilia bpa Jerzego Mazura – pogrzeb śp. o. Józef Węcławika SVD – 10.07.2020r.

(Rz 6,3-9).  J 11,21-27

1.Gromadzimy się w kościele seminaryjnym w Pieniężnie na świętej Eucharystii za śp. kapłana, misjonarza, werbisty, o. Józefa Węcławika. Wielu z Polski i ze świata łączy się z nami duchowo, na modlitwie.

Przychodzimy na Eucharystię, przepełnieni wdzięcznością Bogu za osobę o. Józefa oraz dzieła jego życia, by podziękować Trójjedynemu Bogu za człowieka, kapłana wielkiego serca, misjonarza werbiste, brata, współbrata, wujka, przyjaciela, kogoś bliskiego i prosić miłosiernego Boga o miłosierdzie i obdarowanie swojego sługi, śp. Józefa miejscem w Jego Królestwie. W duchu nadziei powtarzamy słowa: Błogosławieni już teraz, którzy w Panu umierają (…) niech odpoczną od swoich trudów, bo ich czyny idą z nimi (Ap 14,13).

Trwając na uroczystościach pogrzebowych pragniemy zastanowić się nad śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa i naszą śmiercią i zmartwychwstaniem naszym.

Święty Jan Paweł II tak pisał w „Tryptyku rzymskim”: „I tak przechodzą pokolenia. Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi, z której zostali wzięci”. On i dzisiaj nas zachęca: „Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens, ma sens… ma sens… ma sens!”.  

Ten sens ukazuje nam każda śmierć, kiedy stajemy nad trumną  zmarłej osoby i patrzymy oczyma wiary na śmierć i na życie.

Ten sens ukazuje nam dzisiejszy dzień, kiedy wpatrujemy się w trumnę śp. kapłana Józefa. Jako ludzie wiary uświadamiamy sobie, że Bóg nie po to stworzył człowieka, by mu zabrać życie, ale po to, by mu dać życie, życie wieczne. Śmierć dla człowieka wierzącego jest powołaniem do nowego życia. To Jezus Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały, który przyjął naszą ludzką kondycję może przekazać wszystkim Życie, które ma w sobie.

Śmierć stanowi początek nowego życia, Jezus sam jest tym życiem. Mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Upewnia nas: „Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł żyć będzie”. Dzisiaj, stojąc nad trumną śp. o. Józefa jesteśmy poruszeni jego nagłą śmiercią, ale powtarzamy za Chrystusem: „Ojcze Józefie będziesz żył, bo wierzyłeś w Chrystusa” i często wypowiadałeś słowa: „Jezu ufam Tobie”.  Ufałeś Bogu i wierzyłeś w słowa Jezusa: „kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”.

Do ojca Józefa moglibyśmy odnieść słowa z epitafium średniowiecznego mnicha, charakteryzują one bowiem jego całe ziemskie życie:

„Nie obawiał się śmierci, bo życie spełnił przed śmiercią.

Nie przerażał go zgon, bo umiał żyć pięknie.

I odszedł z tego świata. Nie trzaskając drzwiami!”

2. O śmierci o. Józefa pragnę także powiedzieć słowami Ks. Dolindo, słowami pełnymi nadziei: „Śmierć sprawiedliwych nie jest śmiercią: to prawdziwe narodzenie. Kościół w nadzwyczajnej swej mądrości nie nazywa dnia śmierci swoich świętych inaczej jak dzień narodzin, dies Natalis”.

Ten dzień śmierci dla niego był dniem narodzin do Nieba. Po drodze jest jeszcze czyściec, ale zawsze jest nadzieja Nieba.

Bóg powołuje człowieka w najbardziej odpowiednim momencie do życia wiecznego. Tym najbardziej odpowiednim momentem dla śp. ojca Józefa był dzień 7 lipca. Po ludzku chcielibyśmy, by żył tutaj na ziemi i realizował plany, marzenia, zadania, misję.

Byliśmy razem w Jastarni, nad morzem. O. Jozef dojechał w sobotę i wieczorem uczestniczyliśmy w nabożeństwie I Soboty miesiąca. Zależało mu, by zdążyć na to nabożeństwo, bo jak sam ciągle mówił: „Kocham Matkę Bożą, zawierzam Jej swoje życie i wszystko, co czynię oraz chcę Jej prośbę wypełniać, by wynagradzać i zadośćuczynić za grzechy grzeszników”.

W niedzielę odprawiliśmy Mszę św. w werbistowskim ośrodku wypoczynkowym zorganizowanym przez O. Edwarda Konkola dla wielu rekolektantów i mieszkańców Jastarni. O. Józef do tego miejsca przyjeżdżał od 17 lat. Zamieszkał jak co roku w rodzinie  Siostry Juliany, misjonarki Syberii. Był zmęczony i chciał dobrze odpocząć. W poniedziałek po Mszy św. w kościele parafialnym udał się na drobne zakupy i do Sanktuarium Matki Bożej Królowej Morza do Swarzewa. Razem zjedliśmy obiad i kolację i nic nie wskazywało, że nie spotkamy się we wtorek rano o godz. 8.00 na Mszy św. w ośrodku i mieliśmy plan tego dnia wypłynąć łodzią na głębię. Za pięć ósma rano Sr Juliana przybiegła, by przekazać te smutną informację o śmierci o. Jozefa. Dla nas wszystkich był to wielki szok. Mieliśmy razem odprawiać Mszę św. a odprawiałem w jego intencji wypraszając Boże miłosierdzie dla niego.

3.Każdy człowiek ma swoją własną księgę życia, w której zapisane są czyny i te dobre i mniej dobre i te najpiękniejsze. Tajemnicą pozostaje liczba stron księgi – długość życia. Ta księga życia zostaje zamknięta w momencie śmierci.

Pamiętamy dzień pogrzebu św. Jana Pawła II. Ewangeliarz leżący na prostej dębowej trumnie, umieszczonej przed bazyliką i w czasie Mszy św. wiatr był tak mocny, że otworzył go i zaczął przewracać karty księgi. I w pewnym momencie księga została zamknięta.

Śp. o. Józef rozpoczął zapisywanie własnej księgi życia 3 grudnia 1953 roku, kiedy przyszedł na świat w rodzinie katolickiej i głęboko patriotycznej a od 26 grudnia od dnia chrztu świętego, jako chrześcijanin, uczeń misjonarz Jezusa Chrystusa. Jak słyszeliśmy w dzisiejszym Słowie Bożym: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Jezusa Chrystusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6,3-9). Tam, przy chrzcielnicy w Skierbieszowie, w sakramencie chrztu św. został zanurzony w śmierć Chrystusa, otrzymał nowe życie, życie zjednoczone z Chrystusem Zmartwychwstałym. Wielokrotnie przebywając w kościele chrztu mógłby wyznać za św. Janem Pawłem II: „Przy tej chrzcielnicy zostałem przyjęty do łaski Bożego synostwa i wiary Odkupiciela mojego, do wspólnoty Jego Kościoła”.

Ostatnią stronicę tejże księgi zapisał 7 lipca 2020 roku. A ostatnie zdanie zapewne zabrzmiało: Jezu ufam Tobie.

W tej księdze zostały zapisane godziny radości, chwile trudne, godziny cierpienia. Zapisywał stronę po stronie swojej księgi życia wiarą w życie wieczne z Bogiem, nadzieją na spotkanie z Nim, miłością względem Trójjedynego Boga i bliźniego.  Zapisywał je modlitwą a te ostatnie lata były zapisywane cierpieniem i wielką ufnością w Boże miłosierdzie.

Poeta Goethe zauważył: „Kto chce zrozumieć poetę, powinien udać się do jego kraju”. Tak też, aby zrozumieć życie i posługę o. Józefa, trzeba pójść do jego rodzinnej parafii Skierbieszowa i jego rodziny.

To rodzice Władysław i Janina byli ludźmi głębokiej wiary i przekazywali ją swoim dzieciom: Józefowi, Marii, Janowi i Krystynie. Pan Bóg obdarzył Józefa powołaniem kapłańsko-zakonno- misyjnym, które realizował w Zgromadzeniu Słowa Bożego; Marię powołaniem zakonnym, które realizuje w Zgromadzeniu Imienia Jezus oraz Jana i Krystynę powołaniem małżeńskim, założyli rodziny i cieszą się dziećmi i wnukami. To w rodzinie uczył się umiłowania Boga, zawierzania się Matce Najświętszej, służby drugiemu człowiekowi w duchu miłości. To w rodzinie kształtowało się jego życie i powołanie do kapłaństwa, życia zakonnego oraz misyjnego.

Od 1972 roku nasze drogi spotkały się w Pieniężnie, siedem lat razem w seminarium. Otrzymaliśmy święcenia diakonatu z rąk bpa Juliana Wojtkowskiego a święcenia kapłańskie 22 kwietnia 1979 roku z rąk bpa Ignacego Tokarczuka tutaj w tym kościele seminaryjnym. Przełożeni zaufali mu i posłali go na studia, na KUL, by studiował Teologię Fundamentalną, religioznawstwo i etnologię. Od 1989 roku razem odpowiadaliśmy za przygotowanie programu zaangażowania Werbistów na Wschodzie i tak w mocy Ducha Świętego byliśmy zaangażowani w realizacje tego programu. O. Józef naprawdę czuł Wschód, potrzeby ludzi tam żyjących, ich cierpienia, mentalność, kulturę, religijność. On doświadczył ich głód Boga, dlatego przyjeżdżał na rekolekcje, pielgrzymkę, wykłady do kolegium katechetycznego, na wszystkie uroczystości. Kiedy zostałem mianowany biskupem na Syberii to on miał przeznaczenie do pracy misyjnej w Kenii w Afryce. Nasze spotkanie w Warszawie, propozycja zmiany przeznaczenia i jego decyzja – jak o. General pośle to jestem gotów. To była odpowiedz przyjaciela. I przez pięć lat wypełnialiśmy misję na dalekiej Syberii w Irkucku. Tam O. Józef był kanclerzem, sekretarzem i pełnił wiele innych obowiązków. Tam trzeba było wszystko robić. Był bardzo pracowity, prawy, dyspozycyjny. Jak jeden z księży z Syberii powiedział: „był człowiekiem hojnie obdarowanym przez Boga. Dlatego jedni cenili go za mądrość i wiedzę oraz umiejętność udzielania dobrych rad. Ważne było to, że żadnego z darów  nie chował w sobie, tylko się nimi dzielił jak chlebem. Za to był kochany i szanowany”. W te dni tam na Syberii, w Irkucku modli się biskup Cyryl, kapłani, siostry zakonne, wierni, którzy go dobrze pamiętają.

Po moim przejściu do Ełku w 2003 roku a jego walki z nowotworem, kiedy została usunięta jedna nerka zaprosiłem go, jako przyjaciela, współbrata do Ełku i przez siedem lat był sekretarzem, wykładowcą w Seminarium. Nowotwór to był krzyż tych ostatnich lat, ale nie poddawał się, a przez kolejne lata był rektorem seminarium w Pieniężnie. Są tutaj obecni kapłani, siostry benedyktynki misjonarki i współpracownicy kurii a jeszcze dzisiaj wieczorem o godz. 19.00 w katedrze ełckiej będzie odprawiana Msza św. w jego intencji i wielu a szczególnie Kaplanów będzie mogło w niej uczestniczyć.

Mówiąc o śp. o. Józefie to pragnę posłużyć się słowami Sorena Kierkegaarda, który napisał, że „miłość Boga i miłość bliźniego to dwa skrzydła tych samych drzwi, które mogą się otwierać albo zamykać tylko razem”. Myślę, że te słowa streszczają credo życiowe o. Józefa. Miłość Boga i bliźniego – to największe przykazanie. Dobrze to zrozumiał i na nich, bowiem budował swoje życie i posługę kapłańsko-zakonno misyjną w Kościele. Był gorliwym świadkiem Jezusa Chrystusa, wielkim czcicielem Matki Bożej. Miał swoich ulubionych świętych a na pierwszym miejscu stawiał św. Józefa. On ukochał Kościół i Zgromadzenie Słowa Bożego. Był solidny w posłudze i o królestwo Boże modlił się, dla Królestwa Bożego pracował i za Królestwo Boże ofiarował swoje cierpienia.

Człowiek wielkiej kultury osobistej, który miał czas dla innych, słuchał, często cierpiał z powodu panoszącego się zła. Kochał swoją małą ojczyznę – Zamojszczyznę, jej ludzi, duchowość, kulturę, historię i starał się włączać ją w nurt życia wielkiej ojczyzny – Polski.

Jedne z ostatnich zdań, które wypowiedział były: „Napisałem artykuły, ale kto będzie je czytał i co z nich zostanie na przyszłość. Tylko czas, który poświęcamy Bogu. Tylko dobro, które świadczymy, miłość, którą ukazujemy – to tylko ma znaczenie w życiu, to jest ten skarb, który nie przemija”.

4.W obliczu śmierci każdego kapłana brzmią znacząco słowa modlitwy św. Ambrożego z Mediolanu: „Panie nie płaczę, że mi go zabrałeś, ale dziękuję Ci za to, że mi go dałeś”. Dzisiaj pragniemy Ci o. Józefie podziękować, za Twoje kapłańskie, misyjne serce, dobre i kochające. Dziękujemy Ci za Twoje kapłańskie usta, głoszące słowo Boże, słowo Prawdy a także upominające oraz ukazujące drogę do nieba, do Domu Ojca.

Dziękujemy za Twoje kapłańskie ręce rozgrzeszające, rozdzielające Ciało Chrystusa i błogosławiące.

Dziękujemy Ci za Twoje świadectwo w całej posłudze kapłańskiej, zakonnej i misyjnej.

Dziękuję Ci za autentyczną przyjaźń.

 

Czego on dzisiaj od nas oczekuje? Modlitwy, ofiarowania Mszy św. Komunii św. w Jego intencji. Dlatego z ufnością wołamy modlitwą Kościoła:

Zmiłuj się Boże nad naszym bratem,
którego droga dobiegła kresu;
Nie ma niczego na swą obronę
Prócz krwi Chrystusa i Jego męki
Okaż swą litość i miłosierdzie
Zmarłemu bratu”
(Z hymnu Godziny Czytań/Oficjum za zmarłych).
I miej miłosierdzie dla nas i świata całego. Amen.