Homilia pogrzebowa wygłoszona przez J.E. Ks. Bp. Jerzego Mazura na pogrzebie śp. Ks. Szymona Sobolewskiego

Homilia pogrzebowa 

Rz 8, 31b-35, 37 – 39;  J 11,21-27

1.Święty Jan Paweł II tak pisał w „Tryptyku rzymskim”: „I tak przechodzą pokolenia. Nadzy przychodzą na świat i nadzy wracają do ziemi, z której zostali wzięci”. On i dzisiaj nas zachęca: „Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens, ma sens… ma sens… ma sens!”.  

Ten sens najdobitniej ukazują dni, chwile, kiedy jesteśmy na cmentarzu na grobach naszych najbliższych.

Ten sens ukazuje nam każda śmierć, kiedy stajemy nad trumną  zmarłej osoby i patrzymy oczyma wiary na śmierć i na życie. Św. Jan Paweł II tak na temat śmierci mówił w czasie pogrzebu jednego z kardynałów: „Śmierć, której człowiek wierzący doświadcza jako członek mistycznego Ciała, otwiera drogę prowadzącą do Ojca”. A za  św. Franciszkiem z Asyżu z wielką nadzieją powtarzamy: „Bądź pochwalony, mój Panie, za śmierć, siostrę naszego ciała”.   

Ten sens ukazuje nam dzisiejszy dzień, kiedy wpatrujemy się w trumnę śp. kapłana Szymona. Jako ludzie wiary uświadamiamy sobie, że Bóg nie po to stworzył człowieka, by mu zabrać życie, ale po to, by mu dać życie, życie wieczne. Śmierć dla człowieka wierzącego jest powołaniem do nowego życia. To Jezus Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały, który przyjął naszą ludzką kondycję może przekazać wszystkim Życie, które ma w sobie.

Śmierć stanowi początek nowego życia, Jezus sam jest tym życiem. Mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Upewnia nas: „Kto wierzy we Mnie, choćby i umarł żyć będzie”. Dzisiaj, stojąc nad trumną śp. ks. Szymona, jesteśmy poruszeni jego śmiercią, ale powtarzamy za Chrystusem: „Ks. Szymonie będziesz żył, bo wierzyłeś w Chrystusa” i wypowiadałeś słowa z obrazka prymicyjnego: „Moje serce zaufało Panu”. Ufałeś Bogu i wierzyłeś w słowa Jezusa: „kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”.

2.Stojąc nad trumną kapłana Szymona pragnę o jego śmierci powiedzieć słowami Ks. Dolindo, słowami pełnymi nadziei: „Śmierć sprawiedliwych nie jest śmiercią: to prawdziwe narodzenie. Kościół w nadzwyczajnej swej mądrości nie nazywa dnia śmierci swoich świętych inaczej jak dzień narodzin – dies Natalis”.

Ten dzień śmierci dla niego był dniem narodzin do Nieba. Po drodze jest jeszcze czyściec, ale jest zawsze nadzieja Nieba.

Bóg powołuje człowieka w najbardziej odpowiednim momencie do życia wiecznego. Tym najbardziej odpowiednim momentem dla śp. księdza Szymona był wczesny poranek czwartkowy, dzień kapłański. Po ludzku chcielibyśmy, by żył tutaj na ziemi i realizował plany, marzenia.

Przed Mszą św. usłyszeliśmy jego curriculum vitae, dlatego nie będę powtarzał. Pełnił posługę kapłańską z wielką gorliwością, a jeszcze z większą gorliwością studiował teologię dogmatyczną na UKSW w Warszawie i mariologię w Centrum Studiów Mariologicznych „KOLBIANUM” w Niepokalanowie. Bardzo chciał studiować mariologię. On ukochał Maryję. Pragnął zgłębić tę naukę, by po ukończeniu studiów, być jeszcze bardziej zaangażowany w misję Kościoła ełckiego i przyczyniać się także do formacji naszych alumnów.

Pan Bóg miał inne plany i od czerwca dźwigał krzyż cierpienia.
O jego chorobie dowiedzieliśmy się na początku czerwca, kiedy to pojechał do Suwałk na badania i wtedy usłyszał o chorobie nowotworowej. Byliśmy na Konferencji Biskupów w Janowie Podlaskim. Razem z bpem Romualdem Kamińskim i abpem Henrykiem Hoserem zastanawialiśmy się gdzie go posłać na badania, na leczenie i do jakich lekarzy. Został wybrany Wieniszew, Mazowieckie Centrum Onkologiczne.

Od tamtego czasu byłem w stałym kontakcie z Ks. Szymonem i przez pośrednictwo innych kapłanów szczególnie przez  Ks. Tomka Kopiczko, Ks. Adriana Sadowskiego i panią Anną Bujnowską, pielęgniarką. Odwiedziłem go dwa razy w szpitalu i mieliśmy kontakt telefoniczny i SMS-owy. Zawsze patrzył z wielką nadzieją na wyzdrowienie, ale też z nadzieją spotkania się z Miłującym Bogiem. Powtarzał: „Moje serce zaufało Panu”.  Zawierzał siebie Matce Bożej i mawiał: „jak Bóg pozwoli to będę mógł to czego się uczę przekazywać innym”.

Wspominał swoją pracę na poszczególnych parafiach, o swoim zaangażowaniu z wieloma ludźmi w różne inicjatywy, a przede wszystkim w wydawanie biuletynu w Ełku: „Przyjdź Duchu Święty”. Zawsze prosił, by przekazać pozdrowienia, podziękować za modlitwy i poprosić o modlitwy w jego intencji.

19 listopada napisał SMS-a, kiedy byłem na rekolekcjach. „Bardzo proszę o modlitwę na Jasnej Górze. Bardzo proszę o pozwolenie bym mógł odprawić jedną Mszę św. za wszystkich zmarłych kapłanów diecezji ełckiej (nie ogarniam pamięcią, za których odprawiłem, a za których nie, dlatego proszę o pozwolenie by ta wspólna jedna wypełniła mój obowiązek odprawienia w intencji ich wszystkich”.

26 listopada przysłał SMS-a o takiej treści: „Ojcze Kościoła Ełckiego, który przekazałeś mi kapłaństwo. Jest bardzo źle. Nie dam rady mówić więc piszę. Dziękuję Ojcze za wszystkie otrzymane dobro i przepraszam za wszelkie zło moich myśli, słów i uczynków, lub moje zaniedbania jakiegokolwiek dobra. Pokornie proszę Waszą Ekscelencję, duchowieństwo i cały Kościół o przebaczenie”.

Ostatkiem chyba już sił 27 listopada na mój SMS i pytanie, co chciałbyś przekazać naszym kapłanom, napisał: „Wszystkim bardzo dziękuję i przepraszam”. Ostanie błogosławieństwo, którego udzieliłem korzystając z telefonu to w środę przed godziną 19-stą.

3.W te dni od czerwca do czwartku Ks. Szymon głosił nam wszystkim katechezą o cierpieniu i umieraniu. Zjednoczył wielu ludzi na modlitwie. Miał świadomość życia i umierania i tak jak św. Jan Paweł II wyraził w chwili umierania po raz ostatni, ale jakże dobitnie, prawdę o śmierci. Śmierci – która jest bramą, przejściem, początkiem nowego życia.

Nowotwór to był krzyż ostatnich miesięcy. To, co chyba najwymowniejsze i najbardziej piękne to obecność bliskich, którzy przez lata – a zwłaszcza w ostatnich miesiącach – byli blisko na jego krzyżowej drodze. To mama, to biskupi, kapłani naszej diecezji i kapłani innych diecezji, parafianie, gdzie pełnił posługę kapłańską, to siostry zakonne, znajomi, lekarze, pielęgniarki, modlitwy i troska diecezji pozostaną na zawsze przykładem, że cierpienie jednego człowieka może wyzwalać w innych wielką miłość i dobro.

Ta przedwczesna śmierć jest także dla nas wszystkich nauką i przestrogą, że powinniśmy być zawsze przygotowani na spotkanie z Panem. Jak zauważył kard. Leon Joseph Suenens: „chrześcijanin musi być w każdej chwili gotów na dwie rzeczy: na przyjęcie komunii świętej i na śmierć”.

A święty Augustyn tak nam mówi: „Bóg zataił przed nami godzinę śmierci, abyśmy się każdego dnia jej spodziewali”.

On nas dzisiaj także uczy, że o Królestwo Boże trzeba się modlić, dla Królestwa Bożego trzeba pracować i dla Królestwa Bożego trzeba cierpieć. Ks. Szymon modlił się, pracował a w tym ostatnim roku naprawdę cierpiał.

4.Święty Paweł pyta dziś: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz?” I zaraz odpowiada, że nikt i nic nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, naszym Panu. Pouczeni słowem Apostoła Narodów, wierzymy, że ucisk i utrapienia, których w chorobie doświadczał ksiądz Szymon nie odłączyły go od miłości Boga, objawionej i darowanej każdemu przez Jezusa Chrystusa, jedynego Zbawiciela człowieka.

Czego on dzisiaj od nas oczekuje? Modlitwy, ofiarowania Mszy św. Komunii św. w Jego intencji. A jałmużna, nasz dar serca ofiarowany dla biednych dzieci z Boliwii, wśród których pracują Siostry Terezjanki na pewno go ucieszą.

Jezus oddał życie, byśmy my mogli żyć. On zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. „Wykonało się”. On zmartwychwstał. On żyje. On przemienia cierpienie w radość, klęskę w zwycięstwo, śmierć w życie. Pokonał swoją śmierć, ujarzmi też i naszą. W takiej nadziei życie nigdy nie jest ciężkie. Dlatego z ufnością wołamy modlitwą Kościoła:

Zmiłuj się Boże nad naszym bratem,
którego droga dobiegła kresu;
Nie ma niczego na swą obronę
Prócz krwi Chrystusa i Jego męki
Okaż swą litość i miłosierdzie
Zmarłemu bratu”
(Z hymnu Godziny Czytań/Oficjum za zmarłych).
I miej miłosierdzie dla nas i świata całego. Amen.

Bp Jerzy Mazur SVD

Biskup Ełcki