Konferencja nt. młodzieży ks. prof. Pawliny wygłoszona do biskupów polskich w Płocku – 26.09.2018r.

Ks. Krzysztof Pawlina

JAK POSŁUŻYĆ MŁODEMU POKOLENIU POLAKÓW

Płock, 26 września 2018, Episkopat Polski

Mówiąc „młode pokolenie”, warto uściślić, o jakiej grupie młodych ludzi rozmawiamy. Z socjologicznego punktu widzenia można bowiem wyróżnić trzy grupy młodych ludzi:

  • Pokolenie X – to urodzeni w latach 1965–1984
  • Pokolenie Y, czyli tzw. Millenialsi – to urodzeni w latach 1985–2004
  • Generacja Z – to ludzie urodzeni w latach 2005–2016.

Nasze rozważania dotyczyć będą głównie Millenialsów.

Urodzili się oni albo też ich dorastanie lub wchodzenie w wiek produkcyjny dokonywało się na przełomie tysiącleci – stąd określenie „milenialsi”. Jest to grupa licząca ponad 6 mln ludzi.

Dlaczego warto o nich mówić?

Pokolenia zawsze się od siebie różnią, jednak nigdy wcześniej w dziejach ludzkości nie mieliśmy do czynienia z tak przyspieszoną zmianą sposobu myślenia i z tak gwałtownym rozwojem technologii. To ci ludzie będą kształtować najbliższe dwudziestolecie.

Jacy więc oni są?

Dorastali pod wpływem wszystkiego co jest „i” albo „e”: iPhone, iPad, iPod, e-maile, e-booki, e-faktury. Jak ktoś kiedyś zauważył, ich mentalność jest kształtowana przez memy, a nie przez mamy. Oni są ze świata cyfrowego, my – z analogowego. Podczas gdy pokolenia poprzednie swój status musiały dopiero sobie wypracowywać, niekiedy wręcz wywalczać, generacja Y od razu weszła w życie wyposażona w różnego rodzaju dobra. Zadbali o ten stan rzeczy ich rodzice, zapewniając swoim dzieciom wykształcenie, dobrobyt, finansując wakacje i rozrywki. Milenialsi są pierwszym pokolenie urodzonym po PRL-u. Ich cechy będą cechami naszego społeczeństwa.

Zatem jakie to cechy wybijają się na plan pierwszy?

  1. Pewność siebie – to chyba kluczowe pojęcie wyróżniające pokolenie Y.
  2. Życie online, sieć jest ich domem: Twitter zastąpił codzienną prasę, Facebook stał się centrum życia towarzyskiego, a Instagram to świetne miejsce na wrzucanie selfie i kreowanie swojego wizerunku.
  3. Otwartość i kreatywność, choć bardziej żyją oni wspólnotą wirtualną niż realną i tam te cech najbardziej się ujawniają.
  4. Używanie zamiast posiadania – to najbardziej rewolucyjna cecha tego pokolenia. Dotychczas około 70% społeczeństwa starało się – z pozytywnym skutkiem – mieć swoje własne auto czy mieszkanie. Milenialsi chcą tylko używać. Nie widzą więc potrzeby kupowania – wolą wynająć.
  5. Potrzeba uspołeczniania – nie przywiązują się do firm lub rzeczy. Używają firmy do realizacji swoich idei. Dla starszego pokolenia firma była wartością samą w sobie. Mówiło się: mam firmę. Millenialsi mówią: mam pomysł.
  6. Stosunek do pracy – nie chcą pracować, ale chcą zarabiać. Praca musi być dla nich satysfakcjonująca. Nie wystarcza, że jest dochodowa. Millenialsów się nie zatrudnia, z Millenialsami się współpracuje. Jeśli chcesz mieć w nim pracownika, musisz dostosować się do jego wymagań, np. poprzez indywidualne dostosowanie grafiku pracy. Wymagają oni innego podejścia – bardziej elastycznego.

Millenialsi w dużej część w ogóle nie myślą o zakładaniu rodziny i posiadaniu dzieci. W związku małżeńskim żyje zaledwie 19% Millenialsów. Koledzy w ich wieku dwukrotnie częściej byli w formalnych związkach.

Trzy czwarte uczniów to internauci. O sobie mówią tak: „kiedyś konieczna była emigracja wewnętrzna, tak my wybraliśmy emigrację cyfrową. I choć nie ma dla nas niekiedy miejsca w mainstreamie, to jesteśmy Dziećmi Sieci. Żyjmy w sieci – to jest jedyne miejsce, które uważamy za nasze”.

Zasadniczo autorytety straciły na znaczeniu, uległy fragmentaryzacji – autorytetem można być w wąskiej dziedzinie, a nie w całej swojej osobie też jak we wcześniejszych latach. Nie respektują hierarchii – traktują wszystkich partnersko, niezależnie od stanowiska lub wieku. Nie chcą słuchać ekspertów, bo sami chcą być ekspertami.

Młodzi lubią działać kolektywnie i kolektywnie myśleć. W takim kolektywie nie ma miejsca dla uprzywilejowanych. Nikt nie jest ważniejszy tylko dlatego, że jest prezesem, biskupem czy redaktorem naczelnym.

Na pytanie, czy mają kłopoty z dogadaniem się ze starszymi, odpowiadają: my rozumiemy, co do nas mówią. To starsi nie do końca rozumieją, co my mówimy do nich.

Millenialsi nie potrzebują tak wiele społecznej akceptacji jak wcześniejsza młodzież. W dobie Internetu każdy może znaleźć swoją niszę i poczuć się na swoim miejscu. Równość płci, ras czy orientacji seksualnych, choć nie przez wszystkich uznawana, stała się dla młodych ludzi normą społeczną. To nie oznacza, że problemy natury politycznej lub środowiskowej spędzają sen z powiek tej generacji. Zazwyczaj nie są nimi zbytnio zainteresowani. Wiąże się to ze spadkiem subiektywnego poczucia posiadania wpływu na wydarzenia dziejące się w kraju czy na świecie.

Młode pokolenie nazywa się często młodością bez skrzydeł. Młodzież ta nie ma wielkich ideałów. Nie pociągają jej wzniosłe wartości przebudowy świata, nie dąży do ustanowienia innego lepszego ustroju społecznego. Młodzież lat dziewięćdziesiątych budowała organizacje pozarządowe, podejmowała działania społeczne w trzecim sektorze. Młodzież przełomu i początku XXI wieku, to pokolenie, które koncentruje się na własnej przyszłości.

Nie jest to pokolenie walczące, lecz raczej omijające czy raczej minimalizujące aktywność w sferach w których nie przynoszą jej bezpośredniej korzyści.

A CO Z ICH WIARĄ?

Wiara nie jawi się im jako coś potrzebnego do życia. To nie jest rzecz praktyczna, potrzebna na dziś.

40% tego pokolenia nie chodzi do kościoła, a ci, którzy chodzą, bywają tam dużo rzadziej niż ich rówieśnicy z przeszłości. Zdaniem młodzieży nauka Kościoła nie przystaje do dzisiejszego świata, zwłaszcza o małżeństwie czy życiu intymnym.

W ich postrzeganiu istnieje duże napięcie pomiędzy przykazaniami Bożymi i kościelnymi a wolnością. Ich zdaniem: „nikt nie może mi czegokolwiek narzucać, ja mam prawo wybierać i decydować”, „nikt nie ma monopolu na prawdę”. W sprawach moralnych kierują się zasadą: „bo lubię”, „bo jest to wygodne dla mnie”, „bo mi się to przyda w życiu”.

Współczesne pojmowanie wiary i chrześcijaństwa określa się niekiedy jako bufet style. Wyłóż mi wszystko na stole, a ja sobie wybiorę to, co mi smakuje.

Obecnie przybiera na sile proces nie tyle selektywnego podejścia do wiary, co komponowanie swojej wiary. W hipermarkecie klient komponuje swój własny niepowtarzalny zestaw towarów, swój własny koszyk produktów, podobnie odbywa się to w dziedzinie ducha.

Znanych jest nam wiele religii, tradycji religijnych, szkół duchowości, technik medytacyjnych i modlitewnych. Możemy więc skomponować z tych elementów unikalną, jedyną w swoim rodzaju duchowość. Spotkanie człowieka, który dokonał identycznego jak ja wyboru, nie stanowi dziś jednak powodu do radości. Oznacza bowiem, że prawdopodobnie moja własna religia jest zbyt mało „moja”, tzn. w niewystarczającym stopniu unikatowa. Proces komponowania jedynej w swoim rodzaju, niepowtarzalnej religii należy więc wówczas zacząć na nowo.

W tym kontekście austriacki socjolog Paul Zulehner stwierdził, że dziś stają się modne wszelkiego rodzaju ruchy mające na celu zaspokojenie różnych potrzeb jednostki. Można więc powiedzieć, że skomponowana przez współczesnego człowieka jego własna religia nie oznacza relacji z Bogiem oraz ludźmi, ale jest duchową przygodą z samym sobą.

A co z wartościami?

W percepcji młodzieży o tym, że coś jest wartością albo nie jest, nie decyduje już obiektywna prawda, ale to, w jaki sposób to coś zostało przedstawione. Jeśli jest użyteczne, przydatne, to przyjmuje się jako wartość.

Wielu duszpasterzy wyznaje zasadę, że jeśli coś jest prawdziwe, to będzie działać. Nie przejmujmy się – mówimy, róbmy swoje. Ewangelia jest skarbem. Ona się sama obroni.

A młodzi mają zupełnie odwrotną zasadę. Jeżeli coś działa, to jest prawdziwe. W ich odbiorze często Ewangelia nie jawi się jako prawdziwa, bo nie jest użyteczna do życia. I tu jest miejsce rozejścia.

Jak powiedział Jacek Kaczmarski, polski poeta, piosenkarz: „Nie wystarczy posiąść prawdę, trzeba jeszcze wiedzieć, co z nią zrobić”.

Innym problemem to podziurawiona mentalność młodego pokolenia.

Badania socjologiczne pokazują, że młodzi ludzie pragną stabilności, szczęśliwej rodziny i trwałej pracy. To mogłoby napawać optymizmem, gdyby nie fakt, że ci sami młodzi ludzie nie potrafią zbudować stabilności.

Oczekują od pracodawcy bezpiecznych warunków pracy, a z drugiej strony sami zaś nie mają skrupułów, żeby zwolnić się z dnia na dzień z pracy, gdy im coś nie odpowiada.

Podobnie jest z małżeństwem. Pragną szczęśliwej rodziny, odwzajemnionej miłości, a sami przy najmniejszym rozczarowaniu porzucają i odchodzą. Pokolenie, które nie reperuje rzeczy uszkodzonych, zużytych, lecz je wyrzuca i wymienia na nowe.

Co nam to pokazuje?

Przynajmniej dwie sprawy.

Pierwsza: niewiarygodność ich deklaracji.

Drugie: roszczeniową postawę wobec innych, przy jednoczesnym braku własnej odpowiedzialności za decyzje i zobowiązania.

Jaki jest klucz do serca tego pokolenia?

Autorytety instytucjonalne już nie działają automatycznie. To, że ja jestem księdzem, a ty dyrektorem szkoły to niewiele znaczy w procesach wychowania. Trzeba sobie zbudować autorytet w sercach wychowanków. I wtedy autorytet działa.

Wychowywać to często pouczać, wskazywać, zakazywać. Problem polega na tym, że tych pouczeń już dzieci i młodzież nie słucha, oni wiedzą i to im wystarcza co więcej oni mają swój świat, do którego my nie umiemy wejść. Zakazy, nakazy są mało skuteczne.

Co więc robić?

Moi przyjaciele maja dwoje dzieci. Dziewczynka ma 8 lat, chłopiec 16. Pasjonat gier komputerowych – godzinami jest w świecie wirtualnym. Ojciec próbuje mu ten świat ograniczać – krzyczy, tłumaczy, zakazuje. Bezradny wobec swojego 16-letniego dziecka. Skarżąc się na tą sytuację , ktoś go zapytał – wiesz w jakie gry on gra?

– Nie – odpowiedział.

– No to zapytaj swojego syna. Niech ci pokaże, niech cię nauczy.

– Mnie, ojca – dziecko będzie uczyć?

Jednak któregoś wieczoru przysiadł się do syna zajętego komputerem.

– Powiedz mi dziecko jak się w to gra?

Grali ze dwie godziny. Następnego dnia przyszedł z pracy i pierwsze pytanie:

– Synu jak ci idzie. Kto wygrał?

Wieczorem znowu grali razem rozmawiając o wszystkim. W pewnym momencie 16-letni syn zapytał ojca: tata od kiedy ty się interesujesz grami komputerowymi?

– Ja się grami nie interesuję. Dla  mnie ty jesteś ważny.

Spojrzał na niego delikatnie i przytulił się do ojca.

Klucz – to być w świecie dziecka, reszta pójdzie łatwiej. Być w ich świecie, aby oni pozwolili się pouczać i korygować.

Uczyć się od dzieci, stać się ich nauczycielem.

 

Miłością się nie zarządza. Miłość się ofiarowuje.

 

Wykład prof. Pawliny-380. ZP KEP-Płock-1