Orędzie Przewodniczącego KEP na uroczystości Wszystkich Świętych 2016

Orędzie abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski na Uroczystość Wszystkich Świętych 2016.

W najbliższych dniach w całej naszej Ojczyźnie ludzie nawiedzają cmentarze. Idą tam zarówno w wielkich miastach jak i w maleńkich wioskach. Podążają, by odwiedzić groby swoich najbliższych, przyjaciół, znajomych. Przychodzą na groby bohaterów narodowych, uczestników powstań, na groby ofiar II wojny światowej, Powstania Warszawskiego, groby ofiar zrywów powojennych. Idą do katedr, w podziemiach których spoczywają doczesne szczątki naszych rodaków z dalekiej i bliższej przeszłości, królów, wodzów, wieszczów. Niektórzy z nich nie znaleźli miejsca spoczynku w ojczystej ziemi, ale zostali pochowani gdzieś daleko, w innych krajach, na innych kontynentach.

Pierwszego dnia listopada obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych. Ten dzień – podobnie jak każda uroczystość w Kościele – ma charakter radosny. Czcimy bowiem tych wszystkich, którzy osiągnęli już wieczne szczęście w niebie.

Co to znaczy niebo? To nic innego jak synonim pełni życia w Bogu. Niebo jest stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia w wieczności, która nie jest „ciągiem następujących po sobie dni kalendarzowych, ale czymś, co przypomina moment ostatecznego zaspokojenia, w którym pełnia obejmuje nas, a my obejmujemy pełnię” bytu, prawdy i miłości (Spe salvi, 12).

Święci zmierzali do Boga różnymi, niepowtarzalnymi drogami. W ich gronie są tacy, którzy przez całe życie pielęgnowali chrzcielną czystość sumienia, ale i tacy, którzy najpierw błądzili. Ludzi o trudnych nie raz charakterach, którzy wiele zła wyrządzili swoim bliźnim, lecz potem się nawrócili. Są biedni i bogaci; żonaci i nieżonaci; uczeni i analfabeci; znani światu, i ci, o których istnieniu nikt nie wiedział.

Są oni wszyscy żywymi świadkami obecności Boga pośród swojego ludu. Są apelem, wezwaniem Boga skierowanym do świata, aby się nawrócił i wierzył. Przez nich przemawia do nas Pan Bóg.

Potem, następnego dnia, 2 listopada, obchodzimy Wspomnienie Wiernych Zmarłych, czyli Dzień Zaduszny. W tym dniu Kościół wspomina te swoje zmarłe dzieci, które jeszcze nie osiągnęły nieba. W tym dniu staramy się przyjść z pomocą modlitewną wszystkim w czyśćcu cierpiącym, aby jak najrychlej mogli dojść do wspólnoty ze świętymi w wiekuistej radości.

Skąd dusze w czyśćcu biorą siłę do przetrwania bolesnego procesu swojego oczyszczenia? Czerpią ją z Miłości, która na nich czeka. Podobnie jak jeńcy wojenni, którzy – przebywając wiele lat w obozach o chłodzie i głodzie – po powrocie do ojczyzny wyznawali: udało się nam przeżyć tylko dlatego, ponieważ wiedzieliśmy, że ktoś na nas czeka. Że są osoby, którym jesteśmy potrzebni, które się nas spodziewają. Miłość, która na nich czekała okazała się skutecznym lekarstwem na wszelkie doznawane zło.

Ale czyściec przypomina nam również o tym, że my, żyjący, powinniśmy pamiętać o zmarłych. Pamięć o zmarłych jest potwierdzeniem tego, że człowiek jest zdolny do wierności i do wdzięczności. Że miłość nie umiera, ale trwa w sercach tych, którzy jej doświadczyli. Z tego względu Kościół zachęca nas, abyśmy wytrwale modlili się za naszych zmarłych, ofiarując za nich nasze codzienne cierpienia i trudy.

Ale prawda o czyśćcu przypomina nam również o tym, że zmarli mogą się wstawiać za nami, za żyjącymi. Wprawdzie śmierć zmienia więzi między ludźmi, ale ich nie niszczy.

W Dniu Zadusznym dobrze jest także pomyśleć o stanie, który nazywamy piekłem. Rozmyślanie o piekle może stać się zbawienną przestrogą dla naszej wolności. Piekło również nie jest miejscem, ale raczej sytuacją, w jakiej znajduje się człowiek, który w sposób wolny i ostateczny oddalił się od Boga, źródła życia i radości. Kto z uporem zamyka się na Ewangelię, decyduje się na „wieczną zagładę [z dala] od oblicza Pańskiego” (2 Tes 1,9). Z przypowieści o bogaczu i ubogim Łazarzu wnioskujemy, że piekło jest stanem ostatecznej kary, nie dopuszczającym możliwości powrotu ani złagodzenia cierpień (por. Łk 16,19-31).

Nie jest ono karą Bożą wymierzoną człowiekowi „z zewnątrz”, ile raczej logiczną konsekwencją decyzji podjętych przez samego człowieka podczas jego doczesnego życia. Jest naturalnym następstwem odrzucenia miłości Bożej, które zwraca się przeciw temu, kto tego dokonał. To sytuacja w jakiej nieodwołalnie znajduje się człowiek, który – nawet w ostatniej chwili swojego życia – odrzucił miłosierdzie Boga.

To nie Pan Bóg potępia człowieka, bo On pragnie wyłącznie zbawienia stworzonych przez siebie istot. To sam człowiek zamyka się na Jego miłość. „Potępienie” polega właśnie na ostatecznym oddaleniu się od Boga, które to oddalenie człowiek dobrowolnie wybrał i potwierdził ostateczną decyzją w chwili śmierci; wyrok Boży tylko ratyfikuje ten stan.

Ostatecznie jednak myśl o piekle nie powinna w nas budzić irracjonalnego lęku, lecz raczej winna stanowić konieczną i zbawienną przestrogę dla naszej wolności, osadzoną w kontekście zmartwychwstania Pana, który pokonał szatana.

Tak więc, w naszych listopadowych wizytach na cmentarzu nie idzie tylko o jesienny spacer, o chwilę refleksji czy spotkanie z krewnymi. Idzie przede wszystkim o naszą modlitwę. Zmarli nie tyle potrzebują naszych kwiatów, wiązanek czy zniczy, ile raczej szczerej, płynącej z serca modlitwy. Módlmy się więc za nich i uczmy tego młode pokolenie, ufając, że kiedyś ktoś z nich nie zapomni pomodlić się na naszym grobie.

W tych pełnych tajemnicy dniach życzę ludziom wierzącym – umocnienia pochodzącego od Chrystusa Zmartwychwstałego, który jest zwycięzcy śmierci. Ludziom poszukującym – wytrwałości w szukaniu dobrego Boga i odnajdywaniu sensu życia. A wszystkim – prawdziwego pokoju serca, ponieważ w obliczu wieczności wiele naszych sporów traci swoją ważność.

rl (KAI) / Poznań